Przełamać uprzedzenia
Źródło: GQ
Autor wywiadu: Mario Villagrán
Tłumaczenie: własne (kopiowanie bez podlinkowania źródła ZABRONIONE)
Wywiad z Bad Bunnym obala wszelkie uprzedzenia owiewające gwiazdę reggaetonu, opowiadającą o skromnych korzeniach, szowinizmie, J Balvin oraz poglądach politycznych
28 lutego to także dzień premiery najnowszej płyty autorstwa Benito Antonio Martineza Ocasio (znanego jako Bad Bunny) zatytułowanej "YHLQMDLG". Kilka tygodni wcześniej nowy król reggaetonu udzielił ekskluzywnego wywiadu dostępnego na łamach GQ, poruszając temat stereotypów dotyczących tego gatunku, a mowa tu m.in o rasizmie, homofobii oraz bierności. My zapytaliśmy go także o kwestie, których bali się inni... bali zarówno zapytać jak również odpowiedzieć.
Niewiele jest osób, które zpolaryzowały świat rozrywki w stopniu porównywalnym do tego osiągniętego przez Benito Antonio Martineza Ocasio - Portorykańczyka znanego szerzej jako Bad Bunny. Kochany, nienawidzony, obtańcowany, krytykowany i oklaskiwany - wszystko to we w miarę równych proporcjach, a przede wszystkim pozostaje on jedną z postaci odpowiedzialnych za niepowstrzymany rozwój reggaetonu.
29 lutego wydał z zaskoczenia swój najnowszy album - "YHLQMDLG", natomiast w tym roku odwiedzi nas aż trzy razy: na Primavera Sound (Barcelona, 6 czerwca), Reggaeton Festival (Madryt, 26 czerwca) oraz BBK (Bilbao, 11 lipca). Jednak zanim cokolwiek zgodził się porozmawiać z GQ w wywiadzie na wyłączność.
Wywiad z Bad Bunnym: Uprzedzenia
Koncepcja stojąca za hasłem "strzelać sobie w stopę" prezentuje się bardzo klarownie, bo to po prostu autosabotaż. Oznacza sytuację, kiedy wiesz, że wystrzelony pocisk uderzy wyłącznie w ciebie samego, ale mimo wszystko pociągasz za spust. Kiedy Benito Antonio - właśnie takie dane widnieją w portorykańskim akcie urodzenia Bad Bunny'ego - wchodzi do pomieszczenia otoczony przez innych "Benitos", którzy podążają za nim do każdego zakątka oraz pokoju w hotelu Presidente Intercontinental Mexico City, zaczynam rozumieć ją lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Jednocześnie wspominam wszelkie zastrzeżenia zasłyszane tuż przed rozmową: "Jak możesz w ogóle myśleć o tym, aby przeprowadzić z nim wywiad do GQ?", "Co ty widzisz w tym ignorancie?", "To musi być żart - zobacz jak się ubiera, popatrz na jego paznokcie.", "On niszczy muzykę", "Obraża kobiety:, a oprócz tego oczywiście "Strzelasz sobie w stopę".
Benito wygląda na bardzo zmęczonego. Wykończonego. Przespał zaledwie kilka godzin po tym jak we wczesnych godzinach poranka przybył do miasta po koncercie w Monterrey, stanowiącym część trasy powiązanej z albumem "X 10pre", czyli tym, który zaszokował branżę muzyczną. Tak, w rzeczywistości ma kilka nadprogramowych kilogramów, natomiast poczucie humoru nie ujawnia się poza kamerami, ale wystarczy jedno kliknięcie, a przechodzi przemianę: z Benito w Conejo (Królika).
Facet, który jeszcze kilka tysięcy dni temu pracował, zarabiając najniższą możliwą stawkę jako pakowacz w portorykańskim supermarkecie i jednocześnie marząc o karierze radiowca, podczas studiów na kierunku Komunikacji Audiowizualnej, zdominował rok 2019 - praktycznie na każdym możliwym polu, z kolei najprawdziwszy strzał w stopę polega tu przede wszystkim na braku zainteresowania tym kto tak naprawdę stoi za postacią Bad Bunny'ego ("Chrystus czy Szatan. W kontekście wywiadów nie ma znaczenia" jak stwierdził legendarny dziennikarz Norman Mailer). Tak czy inaczej, w grę wchodzą tu Chrystus oraz Szatan.
Dzisiaj, niezależnie od twoich preferencji, reggaeton dominuje na listach przebojów, sprzedaży, imprezach, nagrodach, w popie, rocku, erotyzacji, u twojej dziewczyny, twojego chłopaka oraz u stóp całego świata. I chociaż istnieje wiele osób, za sprawą których można pokusić się o zrozumienie zjawiska definiującego obraz współczesnego przemysłu muzycznego, to ta konkretna może posłużyć temu lepiej niż inne. Bad Bunny pozostaje najlepszym możliwym bohaterem dla tego wywiadu.
Żyjemy w czasach, kiedy świat dyskutuje nad tematem męskości, z kolei ty stałeś się jednym z przykładów podnoszonych podczas tych dywagacji, na dodatek niezależnie od wszystkiego. Jakie warunki powinien spełnić, oczywiście w twojej opinii, współczesny mężczyzna, aby w ogóle zasłużyć na takie miano?
Nie ma żadnych reguł warunkujących męskość. Nie ma wytycznych wymaganych do tego, aby stać się mężczyzną. Po prostu nie istnieją. Nikt nie może powiedzieć "Musisz być taki czy taki, abyśmy mogli uznać cię za mężczyznę". Każdy decyduje o tym kim być, o zachowaniu, podejmowaniu decyzji, sposobie ubioru... Podsumowując, chodzi o to, żeby osobowość oraz tożsamość przylegały do konkretnych osób, a nie tylko do płci.
Szowinizm to niemal nieodłączny element latynoskiego DNA. Czy w dalszym ciągu prezentuje się aż tak radykalnie i namacalnie czy może ty postrzegasz go nieco inaczej?
Oczywiście, a oprócz tego szowinizm stawia bariery, które pozostaną z nami jeszcze na długo, ponieważ wszelkie zmiany w tej materii nie dokonują się w kilka chwil. Nie mniej jednak wydaje mi się, że zarówno edukacja jak również zmienianie przyszłości leżą jedynie w gestii samych ludzi. Nie chodzi o to, by prowokować konflikty, ale raczej - i zamierzam się powtarzać - o edukowanie. Oto kluczowa różnica, a także klucz do łamania barier oraz płci.
Patrząc na piosenki, twoja wizja seksualności wydaje mi się mocno spolaryzowana. Skąd taki światopogląd?
Z mojej kultury. Sądzę, że właśnie stąd... Rozmowy w Puerto Rico dotyczą seksu jeszcze częściej niż polityki. Nie dorastałem w miejscu, gdzie temat ten wywołuje konflikty albo dzieli ludzi. Ale oczywiście nie wszędzie panuje aż taka otwartość. Są zachowania, które jeszcze w 2020 roku spotykały się z ograniczeniami, ale ja chyba urodziłem się w krainie seksu. Trochę żartuję, trochę tak jest.
A jak wyglądają twoje relacje ze społecznością LGBTQ+?
Czuję, że przyjmują mnie dobrze. Przekazują sympatię oraz szacunek, z kolei ja odpłacam tym samym. I zawsze przekazuję to na koncertach, wypełnianych energią pokazującą, że wszyscy są tam mile widziani, akceptowani, nie muszą czuć się nieswojo, nikt z nich... Ani społeczność, ani heteroseksualiści, ani nikt inny. Dbam o to, aby każdy mógł znaleźć aspekt pozwalający na identyfikację z moimi piosenkami, a także dobrą zabawę.
Wywiad z Bad Bunnym: jego muzyka oraz rola J Balvina
Kolaboracje z innymi artystami to poniekąd nieodłączna część twojej działalności. Jak ma się do tego ego i jaka jest rola, którą gra w twoim życiu J Balvin?
Kiedyś nie myślałem zbyt wiele o jakichkolwiek współpracach. Jestem bardzo surowy w odniesieniu do swojej twórczości, zazdrosny o własne pomysły, a wiele z moich udziałów brało się z własnych projektów. Ale pomału nauczyłem się również pracować w zespole, ponieważ bardzo ważne, aby umieć wysłuchiwać pomysłów innych ludzi. Jeśli chodzi o Balvina, służy tu tylko jako kwestia biznesowa. (śmiech) Nie, tak właściwie to jedna z najważniejszych osób w całej mojej karierze. Był przyjacielem, który naprawdę wiele mnie nauczył, ale teraz jest także kimś więcej, rodziną. Pod koniec dnia, on robi muzykę w jednym miejscu, ja w drugim i nigdy nie uznam go za swoją konkurencję.
Mówiąc o twoich utworach, chciałbym zapytać o kilka konkretów dotyczących tekstów. Przykładowo w "Ser bichote" śpiewasz "Wszędzie jestem naco [pejoratywne określenie w odwołaniu do wykształcenia lub skromnego pochodzenia]...
Już od trzech lat robię to na poważnie, ale jeszcze wcześniej celowałem w proste, osiedlowe sprawy, z kolei praca zamykała się w ramach absolutnego minimum. Nie pochodzę z bogatej rodziny, teraz jednak żyję inaczej. Kiedy wychodzimy do eleganckiego miejsca, ludzie widzą mnie i wiedzą, że po prostu tam nie pasuję, ponieważ jestem naco.
W "Quien tu eres" mówisz: "Stałem się królem świata i nie chcę pozwolić mu odejść"...
Po prostu połączyłem się ze światem. W dalszym ciągu zyskuję nowych fanów zlokalizowanych w różnorakich krajach i często niezainteresowanych reggaetonem. Mam rockmanów, dorosłych, a nawet 70-letnie panie, które proszą mnie o zdjęcia.
W "La Cartera", a zatem utworze nagranym wraz z innym reggaetonero Farruko, śpiewasz: "Caly rok to dla mnie 4.20", nawiązując do marihuany.
Posłuchaj, cały rok to dla mnie 4.20, ponieważ ludzie z mojego otoczenia przepadają za marihuaną, ale ja sam zrezygnowałem z niej już prawie rok temu. Postanowiłem ją rzucić, ponieważ umysł nie pozwalał mi na palenie. Jestem człowiekiem, który lubi to zdecydowanie za bardzo, praktycznie non stop tworzę coś nowego, a wtedy w pewnym stopniu traciłem przez to rozum.
Wywiad z Bad Bunnym: polityka
Nie tak dawno temu twój kraj przeszedł przez ten kluczowy moment, polegający na obaleniu gubernatora Ricardo Rosello. Jak to się stało, że postanowiłeś na chwilę zatrzymać swoją muzykę, a zamiast tego posłużyć jako megafon dla sprawy?
To nie tak, że zaskoczyło mnie zjednoczenie, które zobaczyliśmy na własne oczy, ale to właśnie ono skłania mnie do refleksji nad tym jak ważne było uczestniczenie w tym wszystkim, a także wyrażanie własnej opinii. Istnieje wielu artystów, wzbraniających się przed szerzeniem swojego światopoglądu w oderwaniu od sztuki - ja po prostu uznałem, że właśnie nadszedł mój czas na to, aby dać coś z siebie i wzmocnić ten głos. Czuję się jak zwykły obywatel Puerto Rico... Rzeczy, które robię aktualnie nie zajmują mnie od 10 albo 15 lat i nie zapewniały mi wtedy pieniędzy. Trzy lata temu pracowałem jako pakowacz, zarabiając minimalną stawkę, a dodatkowo jestem Puertorykańczykiem z ulicy. Tamta sprawa zjednoczyła wszystkich moich ludzi, więc gdybym do nich nie dołączył, po prostu nie czułbym się w porządku. Nie dałbym rady od tak po prostu chodzić po świecie, myśląc o muzyce i dobrobycie.
Istnieje możliwość, że mógłbyś ingerować w życie polityczne. Czy tego właśnie chcesz?
Nienawidzę polityki. Kiedy powiedziałem ci, że to u nas temat rzadszy niż seks, skłamałem. Zawsze rozmawiają o polityce, ale w chory sposób, pochodzę z pokolenia, które dorastało unikając tego tematu, zupełnie jak gdyby była złym przeżyciem w naszym kraju. Dlatego wydaje mi się, że młodzi ludzie nie wierzą w politykę.
Rok 2019 był dla Ciebie szaleństwem. Uczestniczyłeś w NBA All-Stars, oprócz tego miałeś też kluczowe miejsce na Coachelli, wygrałeś Grammy, wyruszyłeś w trasę po Europie, zdobyłeś też listy Billboardu. Czy wcześniej potrafiłeś wyobrazić sobie 365 dni, przebiegających właśnie w ten sposób?
Wow! Już zapomniałem, że to wszystko naprawdę się wydarzyło! Świat pędzi bardzo szybko, nie pozostawiając czasu na myślenie o takich sprawach. Tak naprawdę, mówiąc prosto z serca, nie spodziewałem się żadnej z tych rzeczy, które spotykają mnie rok po roku.



Komentarze
Prześlij komentarz