6/10

 Źródło: El Pais

Autor wywiadu: Fernando Navarro

Tłumaczenie: własne (kopiowanie bez podlinkowania źródła ZABRONIONE)

Pablo Alborán: "Chciałbym skończyć z rolą dobrego chłopca. 

To nie jestem ja."

Gwiazda popu, która wydała swój nowy album, a przy tym świętuje dziesięciolecie swojej kariery, nie miałaby nic przeciwko temu, aby zerwać z wizerunkowym stereotypem.

W siedzibie Warner Music aż huczy od ludzi zgromadzonych wokół Pablo Alborána (Málaga, 33 lata), który właśnie prezentuje światu swój szósty album zatytułowany La Cuarta Hoja. Podobnie jak w innych sytuacjach, dzień hiszpańskiego gwiazdora muzyki pop zapowiada się bardzo pracowicie, co mimo wszystko, że zabiera mu wiedzy do jakich stresujących sytuacji pasują jego najpiękniejsze uśmiechy. Od debiutu na scenie muzycznej dzieli go 10 lat, natomiast opisując najnowszą płytę opisuje ją jako opowieść "o miłości niedoskonałej, jednak jedynej prawdziwej, bo pokonującej wszelkie przeszkody".

Twierdzisz, że twoja płyta opowiada o "miłości z pazurami i kłami". Co tak naprawdę to znaczy?

To wers z piosenki zatytułowanej "Voraces". Chodzi o moment w związku, kiedy wiesz już dokładnie jaki jesteś naprawdę. Kiedy kłócicie się ze sobą, walczycie, bałaganicie w domu... a mimo wszystko nie czyni was to gorszymi. Jeżeli pokażesz jaki jesteś naprawdę, ta miłość stanie się trwalsza. Stąd właśnie wzmianka o "pazurach i kłach".

Kiedy brakuje miłości, pozostaje muzyka?

Nie było sytuacji, w której odczuwałbym brak miłości.

Nigdy?

Nie. I dzięki Bogu. Miałem dużo szczęścia, ponieważ zawsze spotykała mnie pod wieloma postaciami.

Na płycie opowiadasz też o "leczeniu ran przy drinkach z przyjaciółmi". Kiedy spotkało cię to po raz ostatni?

Dość dawno. Dwa miesiące temu, tuż przed wyjazdem w trasę. Tamtego dnia zorganizowałem imprezę w moim domu w Madrycie, czyli najlepszym miejscu do dobrej zabawy. 

Ta płyta to także zamknięcie dekady kariery. Co takiego powiedziałbyś sobie sprzed 10 lat?

Ufff... nie mam pojęcia. Ludzie pytają jakiej rady udzieliłbym osobom, które dopiero zaczynają, a nigdy nie czuję się na siłach żeby powiedzieć cokolwiek. Wyobraź sobie, że doradzam sobie samemu. Zachowałbym milczenie. Pewnie byłbym bardzo podekscytowany mogąc spotkać siebie sprzed 10 lat. Podszedłbym do tego z wielką czułością, bo widząc niektóre nagrania powtarzam sobie: "Wow, jak wiele się zmieniło, a jednocześnie ile rzeczy pozostało niezmiennych". Jeśli chodzi o te pierwsze - naiwność początkującego oraz rażąca niewiedza, jeżeli natomiast o drugie, radość i przekonanie, że to właśnie moja droga.

W jaki sposób nie zmienić się pod wpływem sławy?

Nie ma takiej siły. Nie trzeba nic robić. Jeżeli czujesz, że to wymaga od ciebie wysiłku, jest źle. Nie rozgraniczam Pablo Alborána ze świata muzyki od tego z prywatnego życia. Rozumiem ludzi, którzy tak postępują, ale to nie jestem ja. Nie zapominam, że jestem artystą, kiedy kupuję chleb, ani o tym, że muszę kupić chleb, kiedy akurat jestem na scenie. Prowadzę swoje życie tak jak robiłem to zawsze.

Muzyka miejska dominuje już wszędzie. Czy nie przeraża cię perspektywa nie bycia na bieżąco?

Przerażać nie przeraża. W muzyce miejskiej są takie elementy, które naprawdę kocham, dlatego nie mogę się bać. Dużo nad tym myślałem. Nawet nie konkretnie nad stylem, a bardziej jak konsumuje się muzykę w dzisiejszych czasach. Albo choćby informacje. Wydarzenia następują tak szybko, że nie mam nawet czasu na przyswojenie co widzę, co słyszę albo co ktoś do mnie mówi. Jeżeli chodzi o styl, nie mam z nim problemu. Rozumiem potrzebę skatalogowania artysty, aby wiedzieć jak właściwie go postrzegać, szczególnie w temacie sztuki. Każdy działa po swojemu. Nie jestem uprzedzony. Ktokolwiek słucha moich nagrań, widzi, że robię niesamowite, dziwaczne rzeczy, które nie mają nic wspólnego z wizerunkiem, jaki przypisują mi ludzie.

A zatem reggaeton i pop nie są niekompatybilne?

Wcale. Rozumiem, że takie wrażenie rodzi się na samym początku, kiedy nadchodzi nowy prąd, bo każdy z nich generuje wstrząsy. Nie mniej jednak to chyba dobry czas żeby zrozumieć, że nie możemy spędzać całych dni oceniając co jest złe, a co nie. Są rzeczy, które lubimy i takie, które nie przypadają nam do gustu. Może się podobać, ale może też nie. Muzyka jest wolna. My, muzycy, nie powinniśmy poruszać tego problemu, ani nawet o nim myśleć, ponieważ w przeciwnym razie bylibyśmy bardzo uwarunkowani.

W którym momencie przeraziła cię ta konsumpcja informacji?

W kinematografii. Z filmami dla dzieci. Czuję ogromną więź z kreskówkami, które towarzyszyły mi lata temu, a teraz kiedy oglądam je ze swoimi siostrzenicami odnoszę wrażenie, że istnieje coś na kształt przyśpieszenia, jakie zabiera nam czas na przetworzenie konkretnych żartów. Dziecko nie może zaśmiać się z jednego, ponieważ natychmiast pojawia się kolejny, później jeszcze jeden i tak w kółko przez cały film... Tu-tu-tu... Ciągła muzyka, ciągłe żarty, ciągłe efekty wizualne. Aż wreszcie kończy się film, a nawet nie wiadomo o  co w nim chodziło.

Jak wyrwać się spod tego wpływu?

Staram się zwalniać. Jeżeli chcę jakiś film z Netflixa czy Amazona, spędzam godzinę szukając, żeby znaleźć dobry film albo serial, a potem robię ćwiczenie polegające na spokojnym oglądaniu. Czasami mam tak również z muzyką. W ciągu trasy zamykam się w swoim pokoju i podejmuję ten wysiłek wymagany do wysłuchiwania całych albumów.


Opowiadałeś, że poszedłeś na terapię w związku ze zbytnią dokuczliwością.

W pewnym momencie tak. Uważam, że to bardzo zdrowe... Tzn, pójście na terapię. Zawsze wydawałem się bardzo kwadratowy, ale teraz chciałbym stać się przeciwieństwem. *pokazuje nową płytę* Właśnie dlatego na tej płycie jest okrąg. Reprezentuję chęć bycia innym niż czasami forsuje to moja natura. Nie chcę być kwadratowy, bardzo uporządkowany, bardzo germański. Czasami trzeba popuścić wodze. Tak czy inaczej, jestem wymagający, podobnie jak ludzie z mojego otoczenia.

Kiedy ostatni raz powiedziałeś sobie "Pablo, przestań..."?

Codziennie. Muszę to robić co jakiś czas. Nawet wczoraj. Wtedy postanowiłem sobie, że kiedy wrócę do domu zjem swoją zupę z kurczaka, ale nie spojrzę na telefon. Po prostu zjem zupę i tyle.

Jednakże media społecznościowe nie pomagają w zwolnieniu. Teraz, na przykład, pojawił się TikTok z częstymi aktualizacjami.

Miałem pewną refleksję dotyczącą zatrzymania również w tym temacie, a także zaniku starych form promocji. Ostatecznie potrafię już akceptować zmienność świata. To nieuniknione. Nie mogę tkwić w przeszłości. Dlatego też nie mam nic przeciwko dostosowaniu do mediów społecznościowych. W zasadzie to nawet zabawne. Co więcej, TikTok zaoszczędził mi wielu godzin bezczynności np. na lotnisku albo w oczekiwaniu na spotkania powiązane z pracą... podoba mi się. 

Jak radzisz sobie z tym, że osoby, które kompletnie cię nie znają, wyrabiają sobie konkretne opinie na twój temat?

Normalnie, wszyscy to robimy.

W ciągu dziesięcioletniej kariery otrzymałeś aż 29 nominacji do Grammy, ale żadnej nagrody. Co takiego powiedziałbyś akademii?

Dokładnie to samo co zawsze: dziękuję za nominację, zadzwońcie jeżeli mam dla was zaśpiewać, a jeśli w pewnym momencie dostaniemy Grammy, albo nawet nie jedną, ale 2 albo 20, będzie niesamowicie. Jeżeli brak nagrody  równa się radzeniu sobie równie dobrze jak do tej pory to szczerze mówiąc zupełnie mi na niej nie zależy.

Czy w dalszym ciągu chciałbyś zajmować się kinem?

Oczywiście. W styczniu wracam na zajęcia z aktorstwa. 

Jakie role chciałbyś zagrać?

Jeszcze nie wiem. Pracuję nad tym. Chciałbym wyjść poza granice stereotypu jaki przypisują mi ludzie. Chodzi o wyjście z roli dobrego chłopca, ponieważ wcale nim nie jestem. 

Czy są jakieś filmy albo seriale, które odcisnęły na tobie szczególne piętno?

Był taki serial, który uwielbiałem... Zapomniałem nazwy... Widzisz? Właśnie o tym mówiłem. Jesteśmy przesyceni informacjami... Mare z Easttown! Właśnie ten. Rodzice twierdzą, że mają Alzheimera, a wtedy ja odpowiadam im: Nie, mamo, tato. To społeczeństwo oraz świat, w którym żyjemy są naprawdę przeładowane informacjami. Główną bohaterkę odgrywa tam [w serialu] Kate Winslet - uwielbiam jej realizm oraz manierę demistyfikacji. Winslet przełamuje stereotyp, który przypisali jej ludzie, bardzo mi się to podoba.

A zatem wolałbyś, aby ludzie cię demistyfikowali?

Nie jestem mitem ani go nie udaję. Moi prawdziwi fani znają mnie doskonale. Lubię szacunek, przywiązanie do normalności, do naturalności i do człowieczeństwa. Myślę, że w dzisiejszych czasach bardzo ciężko o powstawanie mitów, które byłyby równie nieosiągalne jak te sprzed lat, bo niby po co? Co to za wysiłek musieć być taką osobą. Jeśli chodzi o mnie, nie jestem idealny i nigdy takiego nie udaję.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Siła spokoju

Praca, praca i jeszcze raz praca