Nienawidzę Świąt

Źródło: El Pais

Autor wywiadu: Luz Sánchez-Mellado

Tłumaczenie: własne (kopiowanie bez podlinkowania źródła ZABRONIONE)

El Barrio: "Nienawidzę Świąt, w zestawieniu ze mną Grinch przypomina Bambiego"

Muzyk z Kadyksu identyfikuje się jako "dziwak, samotnika oraz osoba nadwrażliwa". Aktualnie wydaje swój najnowszy album zatytułowany "Atemporal", a także zapowiada trasę koncertową, zorganizowaną po roku przerwy.

Jest druga po południu, a pan Figuereo, Jose Luis - dla przyjaciół Selu, natomiast rzesze fanów, którzy wykupują jego koncerty znają go raczej pod ksywką El Barrio - schodzi na dół, opuszczając swój pokój w superluksusowym hotelu zlokalizowanym w centrum Madrytu, ponieważ przybył tam dosłownie chwilę temu, podróżując z Kadyksu. Wygląd artysty prezentuje się nienaganna, natomiast czarne spodnie i taka sama koszula, dopełnione fioletową taftową marynarką, doskonale podkreślają jego sylwetkę. "Cóż za feminista." wymamrotałam, aby przełamać lody. "Słucham?" odpowiedział ze szczerym zaskoczeniem; natomiast ja wyjaśniam, że chodziło o kolor jego kurtki; "owszem, jestem też feministą, ale akurat ten kolor noszę ze względu na przynależność do Bractwa Naszego Ojca Jezusa w Kadyksie" odpowiada, niejako odbijając piłeczkę oraz początkowy szok. Rozmawiamy w eleganckim salonie, podczas gdy pracownicy rozmieszczają w nim wystawne świąteczne dekoracje takie jak wyeksponowane choinki, serpentyny, a także girlandy ze świateł ustawione na pełną moc. "Wygląda podobnie do Vigo" półżartuje El Barrio. 

Czy nocuje pan tu zawsze podczas podróży do Madrytu? Cóż za wspaniały hotel.

Wszystko dlatego, aby móc udzielać tu również wywiadów i nie marnować czasu, ale mógłbym spać gdziekolwiek. Wychowywałem się w pensjonatach, ponieważ już w wieku 16 lat grałem na gitarze dla całego świata, natomiast krótko przed tym, czyli w wieku 12-13, zrezygnowałem ze szkoły podstawowej. Ostatecznie niezależnie od standardu pokojów wszyscy robimy to samo. Odpoczywamy oraz bierzemy prysznic, ale dopiero kiedy rozgryziemy jak z niego korzystać, co bywa problematyczne.

Dlaczego opuścił pan szkołę w aż tak młodym wieku?

Ponieważ zaliczałem jedynie przerwy oraz lekcje religii, przy czym drugie z nich uwielbiałem do tego stopnia, że moja matka spodziewała się, że kiedyś zostanę księdzem. Byłem bardzo złym uczniem. Cały rok upływał mi na wagarach, a zatem rzuciłem szkołę i zacząłem grać na gitarze, co z czym z kolei zawsze radziłem sobie dość dobrze. 

Ale tego również można się uczyć, prawda?

Owszem, ale mimo to zawsze grałem, śpiewałem i komponowałem ze słuchu, a także na podstawie intuicji oraz miłości własnej. Nie jestem osobą kultury, wszystko co piszę opiera się na moich uczuciach połączonych ze spostrzeżeniami zbieranymi na przestrzeni lat. W tym czasie poprawiłem też swoje słownictwo. 

Gdzie grał tamten 16-letni dzieciak?

Chodziłem od tablao do tablao (miejsca w których gra się flamenco) występując dla artystów flamenco. Dostawałeś 800 peset z czego 200 zabierało jedzenie, kolejne 400 miejsce w pensjonacie, a czasami zdarzało się tak, że w ogóle nie spałeś, ponieważ zjawiał się jakiś pan z przepustką i kazał ci grać przez całą noc, aby podtrzymać imprezę. W tamtym czasie środowisko flamenco oraz Cyganie żyli w rzeczywistości przesiąkniętej silną ksenofobią.

Ale przecież pan nie jest Cyganem.

Nie, ale odczuwałem tę ksenofobię. W tablaos odbywały się dwa przedstawienia, pomiędzy którymi zmuszano, aby artyści flamenco przebywali w pokoju zamkniętym na klucz, ponieważ inaczej mogliby przeszkadzać snobom w jedzeniu kolacji. 

Zatem jak właściwie przejść od konieczności znoszenia pogardy aż do etapu wypełniania sal koncertowych oraz sprawiania, że ludzie chcą tatuować sobie twoje imię?

Uważam, że najzwyczajniej w świecie poświęciłem się temu, aby zostać artystą takim jakim moim zdaniem powinienem być, a także podążaniu własną drogą. Wykreowałem markę, dzięki której zamykasz oczy i od razu wiesz, że słuchasz El Barrio - dokonałem tego ignorując presję ze strony branży, mediów albo programów, gwarantujących szybką popularność. To ziarno padło na żyzny grunt, natomiast ja od wielu lat zbieram jego plony.

A co zyskują na tym "los Barrieros", bo właśnie tak określają się twoi fani?

Myślę, że świadomość tego jaki jestem naprawdę. Nie gwarantuję chwytliwych rytmów, choreografii, ani refrenów. To po prostu słowa ulicy, lustro w którym mogą się przejrzeć, a przede wszystkim zidentyfikować z tym swoją duszę. Nie można tego kupić czy sprzedać. 

Nigdy nie robił pan niczego z przymusu?

Tylko raz, wiele lat temu, kiedy ktoś postanowił wzbogacić moją piosenkę o bęben i chundę, a ja poczułem, że nie ma w tym sensu i nie przedstawia prawdziwego mnie - po tamtej sytuacji obiecałem sobie nigdy więcej tego nie robić. 

Czy kiedykolwiek czuł pan, że przemysł płytowy stara się ignorować lub patrzy z góry na pańską twórczość?

Praktycznie przez całe życie. Czułem się bardzo mały, i to do tego stopnia, że ktoś kiedyś powiedział mi, że będę miał dużo szczęścia jeżeli kiedykolwiek zdołam zagrać jako czyjś support. 

W takim razie aktualny sukces to zemsta?

Nie, bo nie chowam urazy, a poza tym, osoba która to powiedziała już dawno zniknęła z branży. 

Ma pan w sobie więcej artystycznej dumy czy świadomości klasowej?

Pochodzę ze wsi, ale prawdę powiedziawszy w dalszym ciągu jestem nieśmiałym, samotnym dziwakiem, który chodzi po plaży w towarzystwie swojego psa, nie bacząc na niechlujne włosy czy brodę. Jestem samotnikiem, ale tylko pod warunkiem, że znajdzie się przyjaciel, który porozmawia ze mną raz na jakiś czas.

Czy to wers z jednej z pańskich piosenek?

Tak naprawdę przeczytałem to kiedyś na jednej ze stron i tak mi się spodobało, że teraz wraca bardzo często, ponieważ się z tym utożsamiam. Jestem samotnikiem przebywającym na własnej wyspie, ale tylko dopóki istnieje latarnia morska albo droga, aby się z niej wydostać. 

Często mówi pan o sobie jako o człowieku "chorym na nostalgię"... Czy jest pan taki od dziecka?

Tak, jeszcze w dzieciństwie odczuwałem bardzo dziwne rzeczy. Fascynowało mnie piękno ulicy, zapach gulaszu, a nawet błysk sosnowych igiełek. Pewnego dnia, jadąc samochodem usłyszałem w radiu psychologa opowiadającego o osobach wysoce wrażliwych; pamiętam, że powiedziałem wtedy: "to właśnie ja". Niektóre rzeczy trzymają się mnie od dzieciństwa i tęsknię za nimi nawet wtedy, kiedy akurat je przeżywam. 

Patrząc z punktu widzenia artysty, to błogosławieństwo czy może wręcz przeciwnie, najgorsze przekleństwo?

Jeżeli mam być z tobą szczery, najgorsze przekleństwo, ponieważ kiedy próbujesz opisać to reszcie świata, po prostu nie rozumieją. Uważają cię za dziwaka, a ponieważ zawsze przewidujesz, że właśnie tak będzie, cierpisz podwójnie. 

Ale w zamian za to są dla Ciebie inspiracją.

Tak, i to wszystko zawiera się w miksie piosenek, ale powiem ci coś czego nie mówiłem jeszcze nikomu innemu: kiedy zaczynam myśleć o nostalgii, czuję się tak jak gdyby ściskała mnie jakaś ręka; serce przyśpiesza mi tak bardzo jakbym właśnie umierał.

To bardzo podręcznikowy lęk.

Właśnie tak czuję się w tej chwili - trochę niespokojny i przygnębiony. Zakończenie albumu przypomina trochę rodzenie dziecka. Kiedy kończę, czuję pustkę, która mnie przeraża, ponieważ przypomina utratę poczucia iluzji. Twórca powinien posiadać tę iluzję, a czasami po prostu mnie opuszcza. Nie wiem, możliwe, że to przez ten jesienny czas. Album zawiera sporo nostalgii, z kolei ja nie jestem specjalnie świąteczny, wiesz? Nienawidzę Świąt. W zestawieniu ze mną Grinch przypomina Bambiego. 

Grinch w kapeluszu borsalino...

Cóż, teraz gdy o tym myślę, stwierdzam, że takie, a nie inne nakrycie głowy zostało mi narzucone już na samym początku. Później je polubiłem, natomiast teraz stało się czymś na kształt mojej tarczy; przełącznikiem pomiędzy dwoma osobowościami tak charakterystycznymi dla bliźniąt, którymi przecież jestem. Z kapeluszem, El Barrio, z kolei bez niego, po prostu Selu. I one dwie bardzo się od siebie różnią.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Siła spokoju

Praca, praca i jeszcze raz praca

6/10