Początek i koniec
Źródło: El Colombiano
Autor wywiadu: Claudia Arango Holguín
Tłumaczenie: własne (kopiowanie bez podlinkowania źródła ZABRONIONE)
"Medellín to dla mnie początek i koniec" czyli Juanes w wywiadzie dla El Colombiano
El Colombiano rozmawiało z artystą, pochodzącym z departamentu Antioquia, po drugim koncercie w Medellín. Juanes to twórca przepełniony miłością do swego miasta - odzwierciedli ją również w planach, dotyczących 2023 roku.
Dyscyplina jaka towarzyszy działalności Juanesa wymusza na nim intensywność nasiloną tak bardzo, że kiedy wybrał się na próbę z zespołem - pięć godzin przed koncertem zaplanowanym na niedzielny wieczór (ponownie wraz z Moratem) - wykorzystał czas potrzebny do dotarcia na miejsce, wykonując ćwiczenia wokalne.
Jedyny dźwięk słyszalny w samochodzie to jego głos wykonujący polecenia nauczyciela. Na samym początku czekała go droga na stadion, aby doszlifować kilka detali wspólnie ze swoją ekipą, natomiast później powrót do domu matki, która ani myślała o tym, aby przegapić kolejny z występów swojego syna, nawet pomimo 92 lat. Doña Alicia zarezerwowała miejsce w pierwszym rzędzie. Po przyjeździe czas na lekką kolację, a potem czas, aby rozpocząć show. Niedzielny koncert to ostatni jaki zagra w tym roku.
Podczas tej podróży znalazł też czas dla El Colombiano w rozmowie, z którym opowiedział jak wiele znaczą dla niego te dwa występy zorganizowane właśnie w Medellín na zakończenie roku.
Podczas tych koncertów powtarzasz, że "Medellín jest dla Ciebie początkiem i końcem".
Tak, ponieważ wszystko czym jestem zawdzięczam właśnie temu miastu. Tu się urodziłem, tu wychowałem - to wszystko żyje na co dzień zarówno w mojej muzyce, jak również w słowach i tekstach. To edukacja odebrana od mojej rodziny, od rodziców, każda z nich powiązana z tym miejscem, dlatego też czuję to bardzo mocno, a słowa skierowane do publiki są jak najbardziej prawdziwe.
Jest pewna kamera, która śledzi cię tuż przed wyjściem na scenę, a potem emituje ten obraz na duże ekrany. Wyglądałeś na zdenerwowanego, niespokojnego i pewnie podekscytowanego występem u siebie...
Tak, było sporo nerwów, ale też większe zaangażowanie. Jestem też bardzo zadowolony z reakcji tamtejszej publiczności. Kiedy kilka miesięcy temu startowaliśmy z pomysłem, rozmawialiśmy o szansach powodzenia oraz przewidywanych reakcjach, i całe szczęście, spotkaliśmy się z sympatią, która sprawiła, że zabrakło mi słów. To prawdziwe szaleństwo. Czułem je w tamtym momencie. A możliwość wraz z doświadczeniem przebywania z chłopakami z Morata, którzy naprawdę mnie fascynują i jednocześnie inspirują, ponieważ poniekąd widzę w nich własne odbicie, a dodatkowo podoba mi się, że są tak młodzi, ale stawiają na muzykę, na granie na instrumentach, na komponowanie piosenek... cóż, uważam, że jest naprawdę niezwykła.
Nie wspomniałeś jeszcze o wspólnym graniu kawałka zatytułowanego "La Tierra".
Zagranie tego wraz z nimi było naprawdę emocjonujące. Historia Morata jest naprawdę bardzo szczególna, ponieważ ich popularność zaczęła się w Hiszpanii, poźniej w Meksyku przesyłali sobie muzykę za pomocą WhatsAppa, niesamowite jak wiele osiągnęli. Wspólne występy to wielki przywilej i cieszy mnie, że Medellín przyjęło ich w ten sposób.
Żyjemy w epoce balansu. Jak wypadł przy niej rok 2022?
Moim zdaniem niesamowicie. Wróciłem na scenę, oprócz tego koncertowałem w miejscach takich jak Europa, Stany Zjednoczone czy Ameryka Łacińska, obserwując sympatię z jaką przyjmowali mnie ludzie, a także ukończyłem najnowszą płytę, która zadebiutuje w połowie przyszłego roku. Przygotowałem ją na spokojnie, po wielu latach. Natomiast "Amores Prohibidos", będące pierwszą z zaprezentowanych piosenek niekoniecznie oddaje to czym tak naprawdę jest ten album. Jest pewnym punktem wyjścia, ale to co nadejdzie po niej, zawiera wiele różnych niuansów.
Sebastián Krys, producent wspomnianej płyty, stwierdził, że to w 100% Juanes, ale jednocześnie coś zupełnie innego...
Dokładnie tak. Sebastián odegrał fundamentalną rolę w ciągu ostatnich 5 lat mojej kariery, ponieważ to dzięki niemu odnalazłem własną drogę i wcale nie twierdzę tu, że byłem zagubiony. Daleko mi do tego, ale w życiu każdego człowieka nadchodzi moment, kiedy zastanawia się on jaki obrać kierunek. Wspólnie stwierdziliśmy, że najlepszy jak dla mnie okaże się powrót do esencji; do tego o czym opowiada moja muzyka.
Był też Covid, ponieważ tworzyłeś podczas pandemii...
Ten moment był dla mnie bardzo ważny, ponieważ to właśnie wtedy zabierałem się za pisanie większości piosenek i chyba dlatego mają dla mnie dużą wartość. Pisanie podczas pandemii wyglądało jak prawdziwe szaleństwo - nigdy wcześniej nie przebywałem w domu dłużej niż tydzień. Podróżowałem od 15 roku życia, aż tu nagle zostałem zamknięty. Z jednej strony, bardzo fajnie spędzać ten czas z żoną i dziećmi. Z drugiej, towarzyszył mi nieustanny niepokój dokąd to wszystko zmierza. Codziennie przychodziłem do studia, zachowywałem się jak wariat; codziennie przez rok, później przez półtorej, ale ostatecznie wyszło mi to na dobre.
Koncerty w Medellín zakończą twój rok. Jakieś plany na Święta?
Jestem bardzo podekscytowany, bo będę w domu przez trzy spokojne dni, a to coś nietypowego. Uwielbiam Święta, ponieważ pozwalają na powrót do Medellín, na przebywanie z rodziną, natomiast później jadę do Cartageny, skąd pochodzi moja żona, a już 5 stycznia wracam do pracy.
Juanes nie ma żadnych przesądów związanych z 31 grudnia, a jeżeli ktoś każe mu wybrać pomiędzy buñuelos a natillą, zdecyduje się na to pierwsze. Ponadto, z niecierpliwością oczekuje na 24 grudnia, ponieważ jest to dla niego najlepszy dzień w tej porze roku. Póki co jednak zamknie rok pracy ostatnim koncertem w Medellín, podczas którego wystąpi wspólnie z Moratem, a zdanie, które powtórzy dokładnie tyle ile będzie trzeba brzmi: "Kocham Cię Medallo i nigdy nie znudzę się wyznawaniem ci tego".

Komentarze
Prześlij komentarz