Najpopularniejszy reggaetonero

Źródło: Cosmopolitan

Autor wywiadu: Carmen Martinez Pita, Shahar Levi

Tłumaczenie: własne (kopiowanie bez podlinkowania źródła ZABRONIONE)

Maluma: "Moja kariera dopiero się rozpoczęła. 

Wszystko co najlepsze dopiero przede mną."

Uduchowiony, oddany rodzinie, a także miłośnik szybkości - oto określenia opisujące najpopularniejszego reggaetonowego twórcę z Kolumbii. My spotkaliśmy go na Karaibach, aby zadedykować mu pierwszą męską okładkę.

Papi Juancho, Pretty Boy, Dirty Boy, Maluma Baby... Najpopularniejszy reggaetonowy artysta z Kolumbii to postać zidentyfikowana z wieloma imionami, jednak nieszczególnie z tym jednym, prawdziwym: Juan Luis Londoño, pasującym do nieśmiałej, czułej osoby, która widnieje na zdjęciach prowadząc swój własny samochód.  Z bliska emanuje on dokładnie tym samym magnetyzmem, jaki doprowadza do szaleństwa tysiące dziewcząt i chłopców, uczestniczących w koncertach. Z kolei przed kamerami daje się poznać jako profesjonalista, który dotarł na szczyt mimo, że liczy sobie tylko 27 lat: otrzymał kilka międzynarodowych nagród, jego piosenki zdobywały numery jeden na różnorakich listach przebojów, kolaborował z artystami takimi jak Madonna, Shakira czy Ricky Martin, a ponadto wystąpił w filmie z Jennifer Lopez. To spełnienie marzeń, rozpoczęte już dekadę temu w Medellín (Kolumbia), kiedy zawojował serca rodaków za pomocą "Farandulery" oraz "Obsesión" - dwóch pierwszych piosenek swojej kariery.

Niedługo później poznano go także w całej Ameryce Łacińskiej, ponieważ muzyka, którą tworzy, nie zna żadnych granic. Jedna z ostatnich piosenek zatytułowana "Hawaii" zebrała na Spotify prawie 700 milionów odsłuchów. Nawet pomimo sukcesu, Maluma bardzo mocno trzyma się ziemi. W dalszym ciągu priorytetyzuje rodzinę. "Dzięki nim jestem, tym kim jestem" - napisał kilka miesięcy temu na swoim profilu na Instagramie (gdzie zgromadził już 58 milionów obserwujących). Być może właśnie dlatego pseudonim, którego nazywa na scenie - i który sobie wytatuował - składa się z dwóch pierwszych liter imion Mar, Luis i Manuela (matka, ojciec, starsza siostra).

Poświęcamy mu pierwszą męską okładkę Cosmopolitan España. Dlatego też spotkaliśmy się z nim na Karaibach, podczas trudnego momentu dla jego kraju, przechodzącego przez jeden z najpoważniejszych politycznych kryzysów. Maluma martwi się tą sytuacją, a cała troska znalazła odzwierciedlenie na Instagramie: "Przeżywamy smutne, bolesne chwile... Brak tolerancji oraz niepewność zawładnęły naszym życiem. (...) Nigdy więcej śmierci, nigdy więcej agresji." - napisał w emocjonalnym poście. 

Twoja muzyczna kariera rozpoczęła się bardzo wcześnie, miałeś zaledwie 16 lat. Z czego rezygnowałeś z największym trudem?

Z wielu rzeczy, które uczyniły mnie mężczyzną, a także artystą, którym jestem obecnie. Największego trudu wymagał chyba czas spędzany z rodziną. Nie przestałem ich widywać, ale musiałem przeprowadzić się do Bogoty, później do Stanów Zjednoczonych... i przez to ominęło mi mnie całkiem sporo chwil, które mógłbym z nimi dzielić. Oprócz tego oddzieliłem się od przyjaciół, nie mogłem wychodzić na noc jak każdy normalny nastolatek, choć tak naprawdę to nigdy nie byłem imprezowiczem. Musiałem przywyknąć do innego życia - na samym początku było mi ciężko, ale każde poświęcenie przynosi efekty. Teraz jestem szczęśliwy.

Jak czułeś się w momencie, kiedy występowałeś po raz pierwszy, a na scenie powitały cię tysiące osób, śpiewających twoje piosenki?

Moje pierwsze wielkie "show" odbyło się w Medellín, czyli w miejscu urodzenia. Przyszło około 80 tysięcy ludzi, a dopiero co skończyłem 16 lat. Nie wiedziałem absolutnie niczego. Ani tego jak stać na scenie, ani jak trzymać mikrofon, ani też jak występować w towarzystwie tancerzy. Była też pirotechnika, ale nikt mnie o niej nie uprzedził, dlatego wystraszyłem się, kiedy nagle wybuchła w środku koncertu. Przejście przez te wyzwania miało swoją wartość. Zwłaszcza gdy usłyszałem jak wiele osób śpiewa w tłumie moje piosenki. Wiedziałem, że wszyscy oni przyszli tam, aby ofiarować mi swoją miłość oraz okazać swoje wsparcie dla młodego człowieka, pochodzącego z ich miasta, ale sam proces otrzymywania tej miłości wywołał u mnie ogromną radość.

Najzabawniejsza anegdotka z tych wszystkich lat, oczywiście taka, którą mógłbyś się podzielić to...

Jest ich wiele, ponieważ moja kariera obfitowała w wydarzenia, spotkało mnie wiele radości. Pamiętam jedno z Kolumbii: powrót do hotelu, po koncercie, w towarzystwie mojej ekipy. Kiedy dotarliśmy pożegnałem ich, otworzyłem drzwi i nagle zobaczyłem tam dwie dziewczyny, które przyszły po wspólne zdjęcie. Były bardzo młode, zresztą podobnie jak ja. Nie mam pojęcia jak weszły, zdobyły klucze, a potem czekały aż przyjdę, ale chciałem zatrudnić je jako swoją ochronę, ponieważ wykazały się sprytem. Ostatecznie zrobiliśmy wspólne zdjęcie i poszły, ale to mocna, zabawna anegdotka. 


Pracujesz nad nowym albumem. Kiedy go usłyszymy?

Tak naprawdę to też tego nie wiem. W dalszym ciągu zajmuje mnie moja ostatnia płyta, "7 días en Jamaica". Wcześniej wypuściłem również "Papi Juancho" z piosenką "Hawaii", która okazała się hitem porównywalnym do "Parce" oraz "Madrid". Mimo wszystko nie przestałem tworzyć muzyki, jest wręcz przeciwnie. Lubię przyśpieszać, nawet wtedy, gdy widzę, że wszystko idzie mi dobrze. Ten biznes nie toleruje przeciętności, nie można w nim spać. Uwielbiam nagrywać, bardzo często przesiaduję w studiu, ale chciałbym, aby następny album powstał bez pośpiechu, żeby był perełką. Nie chcę wypuszczać tej płyty tylko po to żeby ją wypuścić; chcę żeby znalazły się na niej świetne utwory, piosenki o globalnym zasięgu.

A czy czekają nas niespodzianki?

Tak, będzie ich wiele. Mam nadzieję, że uda mi się nawiązać współpracę z artystami z którymi jeszcze nie współpracowałem. Odkryję również nowe talenty. Myślę, że w miejscu w którym jestem w tej chwili, powinno się słuchać początkujących oraz wyciągać do nich rękę.

W przyszłości spróbujesz także innych gatunków?

Tak, niedawno wydałem rancherę ("100 años") stworzoną wraz z przyjacielem, Carlosem Riverą, z kolei na jamajskim albumie, o którym wspominałem już chwilę temu, znajdziecie bardzo dużo reggae. Poza tym uwielbiam salsę. To mój ulubiony gatunek i marzę o tym, aby pewnego dnia wydać kilka piosenek właśnie w tym klimacie. Podejmuję kolejne wyzwania, nie przestaję się bawić.

W filmiku z hinduskim joginem Sadhguru mówisz, że czasami myślałeś o tym, żeby rzucić to wszystko oraz, że boisz się stracić iskrę. Czy Maluma miewa kryzysy egzystencjalne?

Nie. I dziękuję za to Bogu, życiu oraz wszechświatowi. Nie cierpię również na dolegliwości powiązane ze zdrowiem psychicznym, takie jak np. depresja. Mam w swojej rodzinie osoby, które przez nie przechodziły, ale ja sam jestem zdrowy, poza tym prowadzę zrównoważone życie - właśnie dzięki temu nie straciłem jeszcze swojego "ja". Kiedy inwestujesz sporo czasu w karierę albo postać medialną jaką jest Maluma, zaczynasz popadać w pustkę. Dlatego robię co mogę, aby pozostać uduchowiony i przywiązywać uwagę do tego co piękne na świecie.


Czy masz jakieś triki, które pozwalają oddzielić wizerunek publiczny od osoby prywatnej?

Sądzę, że każdy kto tylko chce ma dostęp do 99,999% mojego życia, ale są też chwile, którymi po prostu nie lubię się dzielić, ponieważ są dla mnie święte. Nieważne czy mówią o mnie dobrze czy źle, nie chcę aby uderzali w moją rodzinę, bo właśnie ona jest dla mnie najważniejsza. 

Opowiedz jakie rzeczy wyzwalają w tobie adrenalinę...

Jestem osobą, która kocha adrenalinę jeszcze bardziej niż robią to pozostali. Moja ekipa obrywa, ponieważ kocham nurkowanie, spadochroniarstwo, jazdę na quadach, a oprócz tego jestem fanem prędkości, sportowych samochodów, kolarstwa górskiego... Lubię wszystko dzięki czemu czuję, że że żyję i nie zamierzam niczego żałować. Rzeczywistość zawsze cieszy mnie w stu procentach. 

Kolejna z twoich pasji to piłka nożna, grasz już od 2010 roku. Czy oddałbyś karierę muzyczną, aby stać się sukcesywnym piłkarzem?

Nie, za nic w świecie. Kocham ten sport i był on naprawdę ważny dla mojej kariery, ponieważ to właśnie on dał mi tę wytrwałość oraz dyscyplinę, ale muzyka generuje dużo radości i wiele dla niej poświęciłem.

Messi czy Neymar?

To ciężkie pytanie, ale zawsze byłem bardziej fanem Messiego.



Kolejna z twoich słabości to właśnie konie. Skąd taka pasja?

M.in z adrenaliny, zapomniałem wspomnieć o tym w jednej z poprzednich odpowiedzi. Bo ona podróżuje wraz z krwią. Tam skąd pochodzę uwielbiamy konie, a moi dziadkowie oraz pozostała rodzina zawsze przepadali za zwierzętami. W dzieciństwie marzyłem o tym, aby mieć jednego z nich, ale nie pozwalały mi na to finanse. Później spełniłem marzenie za sprawą muzyki. Najśmieszniejsze, że właśnie on wybrał mnie, a nie odwrotnie. Ma na imię Hercules, przebywa w Kolumbii, jest koniem fryzyjskim i kocham go całym sercem. Mam nadzieję, że nigdy mnie nie opuści, a ja odpłacę mu tym samym. Właściwie mam kilka koni, to coś na kształt hodowli, ale moim ulubieńcem jest właśnie Hercules.

Medytujesz od 12 lat, twój pies wabi się Budda... Czy czujesz się wyznawcą religii buddyjskiej?

Tak, bardzo. Jak dla mnie to po prostu styl życia. Podążając za buddyzmem, odnalazłem odpowiedzi niedostępne w innych dziedzinach. Od dziecka wychowywano mnie w katolicyzmie, dlatego praktykuję również tę religię. Ale to w medytacji odnajduję swój spokój.

Kilka lat temu Becky G została ocenzurowana za swoją piosenkę zatytułowaną "Mayores". Czy sądzisz, że w dalszym ciągu nie wypada, aby reggaetonowe artystki tworzyły muzykę, która nawiązuje do seksu?

Wszyscy w pewnym momencie natknęliśmy się na cenzurę nałożoną za piosenki wspominające o seksie. Nie tylko kobiety, ale również mężczyźni. To bardzo długa historia: reggaeton jest gatunkiem miejskim, który wyróżnił się bardzo na przestrzeni lat. Przeżyłem ten etap, jestem już po nim i prawie nie wspominam o tym w swoich tekstach, a przynajmniej nie tak dosadnie. To fazy, które każdy pozostawia za sobą i teraz, kiedy pracuję nad nowym albumem, nie sądzę, aby konieczne było wspominanie tego tematu w taki sposób, poprzez tworzenie piosenek o globalnym zasięgu.


Pomijając najnowszy album, planujesz jakieś projekty niepowiązane z muzyką?

Niemal całe moje życie kręci się wokół muzyki. To pierwsza rzecz o jakiej myślę bezpośrednio po przebudzeniu oraz ostatnia tuż przed zaśnięciem. Ale mam też inne priorytety na poziomie osobistym. Mój plan numer jeden to być szczęśliwym, żyć dla tego co kocham i cieszyć się spokojem.

Wypuściłeś "Desayun-Arte" oraz "ADMV", czyli piosenki z gatunku dość romantycznych. Jaka jest najpiękniejsza rzecz, którą zrobiłeś dla miłości?

Odłożenie wszystkiego na bok oraz słuchanie serca. Sama kariera zajmuje mi sporo czasu, ale najbardziej niesamowita  rzecz zrobiona dla miłości to sprawienie, że ta konkretna osoba stanie się priorytetem mojego życia.

Co wolisz: oświadczyć się komuś czy żeby ktoś oświadczył się tobie?

Myślę, że wolałbym oświadczyć się komuś.

Jesteś bardzo związany ze swoją rodziną. Kto jest dla Ciebie wsparciem w trudnych chwilach?

Moi rodzice, którzy słuchają mnie zawsze wtedy, gdy akurat tego potrzebuję. Sama ich obecność to ogromne szczęście. Codziennie wstaję i pierwsze co robię to pisanie do nich z podziękowaniami za to, że żyją, że tak naprawdę napędzają wszystkie moje działania, że są dla mnie motywacją, towarzystwem i wsparciem... Są tu dla mnie, podobnie jak ja jestem dla nich.

Co lubisz robić najbardziej, kiedy jesteś w Hiszpanii?

Jeść! Zawsze kiedy przyjeżdżam do waszego kraju, wiem, że przytyję, ale mam to gdzieś, jestem przygotowany. A oprócz tego lubię też wino.


Jakie to uczucie być pierwszym mężczyzną uwiecznionym na okładce Cosmopolitan España?

To wielki honor, ogromna duma. Pierwszeństwo jest czymś historycznym, czuję szczęście i wdzięczność. Przesyłam buziaki oraz uściski dla wszystkich czytelników, nie tylko kobiet. Dziękuję za tę bardzo wyjątkową okładkę. Powstała na bazie wielkiej miłości, więc mam nadzieję, że przypadnie im do gustu i z całą pewnością zobaczymy się już wkrótce. Nie mogę się doczekać - nie tylko jedzenia czy picia, ale również moich hiszpańskich fanów.

O czym marzy osoba, która w wieku 27 lat osiągnęła już tyle co ty?

To zaledwie początek marzeń. Moja kariera dopiero się rozpoczęła. Wszystko co najlepsze dopiero przede mną, ponieważ w dalszym ciągu odczuwam ogromny głód pracy. Chcę zdobyć Anglo Grammy, stać się numerem 1 na całym świecie... Wiem, że to nie łatwe, ale zdecydowanie możliwe za sprawą poświęcenia oraz dobrych decyzji. Nie przestanę marzyć, ponieważ to właśnie marzenia napędzają moje życie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Siła spokoju

Praca, praca i jeszcze raz praca

6/10