Schemat Złego Królika?
Źródło: El Mundo
Autor wywiadu: Cristina Luis
Tłumaczenie: własne (kopiowanie bez podlinkowania źródła ZABRONIONE)
Mora: "Quevedo pisał do mnie kilkukrotnie, ale nie znałem jego muzyki, ani też nie zauważałem wiadomości, które od niego przychodziły"
Portorykańczyk znalazł się w pierwszej dziesiątce artystów, których słuchano najczęściej w 2022 na terenie Hiszpanii, a także wyprzedził w niej Rosalię. "Zaledwie kilka miesięcy temu czułem się niedoceniany" mówi.
Powszechnie mówi się o tym, że zostanie kolejnym Bad Bunnym, ale tak naprawdę jedynie czas pokaże nam czy Mora (1996, Portoryko) zastąpi swojego rodaka na tronie przynależnym królowi miejskiej muzyki.
Prawdę mówiąc, pewne podobieństwa łączące karierę Gabriela Mory Quintero - bo właśnie tak brzmi jego prawdziwe nazwisko - oraz działalność złego królika funkcjonują praktycznie od zawsze. Jeszcze na samym początku napisał, a także wyprodukował kilka z jego piosenek. Później otrzymał swój własny kontrakt z wytwórnią płytową, Rimas Music. Oprócz tego powielił jedną z najsłynniejszych strategii Benito, wydając dwa albumy w ciągu tego samego roku.
W kwietniu otrzymaliśmy od niego "Microdosis", płytę której wydanie odbiło się głośnym echem pośród hiszpańskiej publiczności. Na dodatek do tego stopnia, że ostatecznie został jednym z dziesięciu najczęściej odtwarzanych wykonawców w tym kraju według podsumowania 2022 stworzonego przez Spotify. Zajmuje tam 8 miejsce, wyprzedzając dziewiątą Rosalię.
Drugi z albumów, stworzony podczas zaledwie trzytygodniowego pobytu na Ibizie, to "Paraiso". Wydano go całkiem niedawno i zawiera współpracę z Quevedo.
Jeżeli chodzi o pochodzenie tytułu "Microdosis", podałeś dwa wyjaśnienia, które różnią się w zależności od mediów w jakich akurat je opublikowano. Tym uznawanym za bardziej poważne powiedziałeś, że jest to zaledwie "mała dawka" z wszystkiego co oferujesz swoją osobą. Tym bardziej swobodnym, że podczas procesu produkcji eksperymentowałeś z mikrodawkami niektórych leków. Nawet nie próbuj kłamać, czy taka dwoistość dotyczy także "Paraiso"?
Nie, "Paraiso" ma tylko jedno znaczenie. Po prostu chodzi w tym o to, że kiedy tworzyłem je na Ibizie, uskutecznialiśmy taki wewnętrzny żart, że kiedy tylko było nam dane opuścić willę, określaliśmy to mianem raju. Natomiast już po powstaniu intra do tego albumu, pojawił się pasek z napisem "Witamy w raju", a sam żart stał się rzeczywistością, ponieważ sformalizowaliśmy całą tę sprawę.
Wyjeżdżasz na Ibizę z zamiarem stworzenia płyty czy może jest to cel, który przychodzi do Ciebie znienacka?
Wyjechałem tam, aby tworzyć muzykę, ale nie sądziłem, że po zaledwie trzech tygodniach powstanie pełny album. Nawet na to nie liczyliśmy, jednak wyszło wspaniale. Nie wybraliśmy tego kierunku, aby pozostać w ukryciu. Oczywiście pomiędzy pracą cieszyliśmy się wyspą.
Jak nagrać album w zaledwie trzy tygodnie?
Sam proces dopracowywania detali czekał na nas dopiero później, ale te trzy tygodnie to faktyczna podstawa całej płyty.
Poprzednia płyta ukazała się w kwietniu, natomiast już w listopadzie powróciłeś z kolejną. Dlaczego akurat pełny album w rzeczywistości, w której znacznie powszechniejsze wydaje się publikowanie pojedynczych utworów?
Uważam, że ludzie nie oczekują ode mnie singli. Chcą raczej pełnych albumów. Czułem też, że minęło już sporo czasu odkąd wydałem coś nowego, a ponieważ miałem to gotowe, poza tym nie lubię tracić piosenek, postanowiliśmy zaprezentować je światu. Powiedzieliśmy po prostu "niechaj zostanie tak jak jest".
Na płycie znalazło się sporo wstawek charakterystycznych dla muzyki elektronicznej. Skąd takie nowości?
Po prostu przypadły mi do gustu. Reggaeton to naprawdę spora część mojej twórczości, jednak nie słucham tego gatunku. Preferuję raczej alternatywne rozwiązania, muzykę elektroniczną... ucieczkę przed codziennością. Pomyślałem, że to doskonały moment, aby połączyć rzeczy, które lubię z takimi praktykowanymi już od dłuższego czasu, stanowiącymi moją artystyczną esencję.
Na płycie znalazła się także kolaboracja z hiszpańskim artystą Quevedo. Jak do tego doszło?
Bracie, on pisał do mnie wielokrotnie i to przy różnych okazjach. Chodzi po prostu o fakt, że do pewnego momentu nie znałem jego muzyki. Dlatego nie zauważałem wiadomości. Dopiero kiedy usłyszałem jedną z piosenek, czyli mniej więcej rok temu, odczytałem je wszystkie i odpowiedziałem. Zaczęliśmy rozmawiać, ustaliliśmy, że przyjedzie na Ibizę, a finalnie stworzymy coś razem. Jednak ostatecznie nasze terminarze wcale się nie zgrały. Właśnie dlatego wysłałem mu pewną rzecz, którą następnie zaakceptował, w dalszej kolejności mniej więcej tydzień później odesłał gotowy wokal i oto jesteśmy.
A zatem tworzyliście na odległość.
Tak, później spotkałem się z nim, kiedy przebywał w Miami i poszliśmy na lunch. Ale sama piosenka była już wtedy gotowa.
Co sądzisz o Quevedo?
To dobry człowiek z ogromnym talentem w zakresie muzyki. Jest też spokojny. Nie dzieli się złą energią. Naprawdę opanowana, fajna osoba.
Czy zadowala cię odbiór uzyskany przez Paraiso po sukcesie Microdosis?
Tak. Rzecz w tym, że w zasadzie nie mogę ich porównywać, ponieważ Microdosis jest już kilka kroków dalej. Nie będzie także porównywania pomiędzy albumami, które wychodzą ode mnie oraz tymi wydawanymi przez artystów nowego pokolenia. Moja twórczość stoi już raczej obok Rauwa czy Bad Bunny'ego, rozumiesz? Mimo wszystko nie postrzegam tego w taki sam sposób, bo gdybym kiedyś tak zrobił, więcej ludzi zaczęłoby mnie krytykować. Pomijając te kwestie, nawet odbiór albumu pod kątem liczbowym okazał się podwójny albo potrójny, a to z kolei oznacza jedną pozytywną rzecz - idziemy w dobrym kierunku.
Czy czujesz, że w chwili obecnej stawiane są przed tobą większe wymagania?
Tak. Zaledwie kilka miesięcy temu byłem niedoceniany, ale mam to już za sobą i teraz porównują mnie z pierwszą ligą. Dziwne, a mimo wszystko całkiem fajne uczucie. Nie patrzę na krytykę, po prostu wykorzystuję ją z korzyścią dla siebie.
Przywykłeś już do tej najwyższej ligi czy jednak odczuwasz wrażenie nieustannego spadania?
Nie, nadal się przyzwyczajam. Jestem osobą, która przez długi czas znajdowała się tuż za kurtyną, po prostu obserwując grę. Natomiast teraz wygląda to trochę tak jak gdyby ta zasłona nagle opadła, a słońce świeciło bezpośrednio w moim kierunku. Więc owszem, co prawda generuje to pewną presję, ale mimo wszystko wiemy jak sobie z nią poradzić.
Czego poszukujesz za sprawą swoich piosenek?
Bracie, staram się przekazywać wszystko to co towarzyszy mi w momencie powstawania piosenki. Jeżeli tworzyłem na smutno, chcę aby ludzie także poczuli ten smutek, który stał się moim udziałem.
Do czego zmierzasz: do rozrywki, kwestii społecznych, polityki...?
Cieszę się, że ludzie w dalszym ciągu słuchają mojej muzyki, a to co robię pozwala im na dobrą zabawę, niezależnie od tego czy zapełniam stadiony czy może akurat zmieniam swój styl. Oczywiście mówię teraz o rzeczach, których pragnęliby wszyscy. Po prostu cieszy mnie to, że mogę teraz pojechać w dowolne miejsce na świecie i sprawić, aby ludzie śpiewali moje piosenki. To coś co napawa mnie zadowoleniem.
Nie tak dawno temu odbyło się rozdanie nagród Latin Grammy. Czy przeszkadza ci to, że nie zostałeś nominowany?
Nie bardzo, nie przeszkadza mi to. Zwłaszcza jeżeli Grammy to również seria kontrowersji powiązanych z procesem wyboru nominowanych. Oczywiście gdybym znalazł się w tym gronie, byłbym za to wdzięczny. Ale nie mam teraz żadnych myśli w stylu "nie otrzymałem nominacji, a zatem nie dam rady zasnąć".
Będzie trasa po Hiszpanii?
Tak, tak. Wrócimy. W przyszłym roku zamierzam wrócić tam nieco silniejszy. Szaleję na samą myśl o tym powrocie.
Komentarze
Prześlij komentarz