Wielobarwny książę

Źródło: GQ

Autor wywiadu: F. Javier Girela

Tłumaczenie: własne (kopiowanie bez podlinkowania źródła ZABRONIONE)

Blas Cantó: "Czasami czujemy potrzebę, aby wykrzyczeć coś z balkonu, zamiast po prostu iść na terapię i sądzę, że ta płyta stała się moim krzykiem"

Piosenkarz prezentuje "El Principe", czyli drugi studyjny album swojego autorstwa, redefiniujący współczesny pop, a także uwalniający od uprzedzeń w drodze do zapanowania nad sterami sukcesu.


Chociaż sam Blas Cantó nie zmienia się ani odrobinę to jednak brzmienie, które prezentuje światu uległo pewnym przemianom. Artysta ujawnia je wszystkie korzystając z drugiego albumu swojego autorstwa, "El Principe". Singiel "El bueno acaba mal" posłużył tu jako bardzo jasna deklaracja konkretnych intencji: "Zmęczyło mnie już to całe śpiewanie bez podawania konkretnej płci; piosenki, które tworzę adresuję do faceta, ponieważ mam właśnie taką mam ochotę, a ponadto opowiadam o swoim życiu, bo po prostu jest ono moje." powiedział w wywiadzie udzielonym GQ. Powodując wzburzenie wśród niektórych oraz zaskoczenie wśród innych, album ten stał się osobistą mieszanką dźwięków, jak również gatunków, połączonych pod parasolem popu, powstających w celu ukazania błyszczącej i wielobarwnej wersji samego Cantó, dalekiej od wizerunku prezentowanego podczas poprzedniego etapu kariery.

Po erze całkowitego zapomnienia, w czasie której surfował tuż obok muzyki, rozważając nawet rezygnację z Eurowizji umotywowaną swoim własnym zdrowiem oraz kondycją psychiczną, powraca jako znacznie bardziej kolorowa wersja starego znajomego - realna jeszcze bardziej niż wcześniej. Zapomnijcie o wszystkim co jak do tej pory wiedzieliście na temat tego współczesnego cudownego dziecka z ponad dwudziestoletnim stażem, ponieważ ustatkowanie nie uzyskuje u niego miana priorytetu. Powstały z popiołów "El Principe" służy tu jako okrzyk zachęcający do obalania stereotypów, dlatego wbrew temu o czym myśleliśmy aż do tego momentu ma więcej barw, aniżeli tylko niebieską.

Stojący u podstaw kariery, melodyjny głos piosenkarza pozostaje z nim nawet teraz, jednak sam "El Principe" to nic innego jak tylko bezprecedensowa refleksja nad tym kim jest, kim chciałby się stać, a także kim będzie w przyszłości. To ćwiczenie szczerości opartej na optymizmie, jakim obdarowuje swoich fanów odrodzony Blas, aby ostatecznie zająć swoje miejsce na tronie sukcesu, nie prosząc o przebaczenie, ani tym bardziej o pozwolenie.



Dlaczego właśnie "El Principe"?

Na przestrzeni lat operowałem wizerunkiem osoby dobrej, spokojnej, wygodnej... ale przyszedł już czas, aby nareszcie z tym skończyć. Zacząłem eksperymentować ze swoją muzyką, z tekstami, nawet ze stylem ubierania... Gdybym w dalszym ciągu pozostawał tym miłym, sztywnym dzieciakiem, niezdolnym do stłuczenia talerzy w obecności innych, to pewnie bym zwariował. W tej chwili książę nie jest tylko niebieski, posiada więcej kolorów i widać je także w piosenkach.
Wcześniej nie wyszedłbym z domu bez zaczesanych włosów, makijażu, w formie innej niż idealna... Teraz, dzięki większej ilości luzu pozwalam sobie na wyjścia bezpośrednio po prysznicu, z wysuszonymi włosami, ubrany bardziej swobodnie, na przykład udzielając tego wywiadu, w piosenkach opowiadam o chłopakach i nawet jeżeli zaskakuje to ludzi, w dalszym ciągu mam prawo tak robić, ponieważ sam książę mieni się wieloma kolorami i tak naprawdę nikt nie może być tym rozczarowany.

Ta płyta prezentuje nam naprawdę ogromną różnorodność gatunków, połączeń, a także tematów; to bieg z melancholii aż po szczęście. Skąd pomysł na taką formę?

Stanowiła ćwiczenie zakładające zerwanie z rzeczami, jakie prowadziły mnie w ciemność, i było dla mnie ważne nie tylko muzycznie, ale również na polu osobistym. Musiałem opowiedzieć o wielu rzeczach, tym bardziej, że naprawdę wiele czasu upłynęło mi na przerabianiu ich wewnętrznie wraz z moim psychologiem czy choćby przyjaciółmi, ale nigdy wcześniej nie dzieliłem się nimi publicznie. Dokładnie ze względu na fakt, że wszyscy uważali mnie za księcia, nie było mi było robić pewnych rzeczy, dużo z nich malowało się bardzo dwuznacznie przez co pojmowano je jako zakazane. Ale przecież mogę je robić! Nie należę do tych artystów, którzy zajadle bronią swojej prywatności, przez co nie wspominają o niej  piosenkach. Potrzebowałem tego. Ponieważ chodzenie na terapię oraz rozmowy nie są tym samym czym choćby krzyczenie z balkonu, co z kolei bardzo uwalnia pod kątem fizycznym, i myślę, że właśnie teraz to robię.

Wspominałeś, że bardzo ciężko było ci stworzyć ten album po przełomowym momencie. Jak przebiegał ten proces?

Kosztował mnie całkiem sporo, ponieważ nie byłem akurat w dynamice odpowiedniej do komponowania. Wcześniej po prostu przychodziłem na sesje, stery przejmowały zupełnie inne osoby, natomiast ja sam angażowałem się w nie dopiero w połowie, czyli wtedy, gdy mieli już pewną koncepcję oraz świadomość odpowiedniego brzmienia. Potem jeszcze coś pisałem, dorzucając trzy grosze. Tym razem jednak siedziałem w tym już od samego początku, sam decydowałem o czym tak naprawdę chcę mówić i jak to zrealizować, a pod koniec brałem jeszcze udział w produkcji. Być może nie wiem do końca, które przyciski naciskać, bo nie przepadam za praktyką, jednak wszystkie te lata spędzone w konwersatorium sprawiły, że znam absolutnie całą teorię, wiem co tak naprawdę jest grane oraz w jakim kierunku iść. Dotarcie do tego punktu było dla mnie bardzo trudne, ponieważ jak do tej pory podejmowane decyzje przechodziły najpierw przez wiele osób, przez co na samym końcu czułem, że nie mam już zbyt wiele do powiedzenia. Oczywiście trzeba dzielić się zadaniami, ale dzielenie się to jedno, a zupełnie czym innym pozostaje tu zapominanie o swoim własnym projekcie, natomiast ja tak robiłem. W ten sposób buduje się w otoczeniu rzecz niepowiązaną z tym kim tak naprawdę jesteś i ostatecznie masz takie: "Co to do cholery jest?".


Czy czujesz, że w trakcie swojej kariery stawiałeś innych ponad sobą?

Nie sądzę, abym kiedykolwiek wcześniej priorytetyzował to czego oczekują ode mnie inni, bo są to dwie różne rzeczy. Z jednej strony, istnieje wizerunek, czyli twór powstający bez konkretnych intencji ani niczyich decyzji. Z drugiej, jest także dokonywanie wyborów i właśnie wtedy zaistniał ten etap mojej nieobecności. Miałem wystarczająco emocjonalnej inteligencji, aby nie pokazywać, że improwizowałem, jednak właśnie na tym się kończyło. Teraz kolej na mnie. Mam przyjaciela, który zawsze powtarza, że ciężko wydawać jakiekolwiek konstruktywne opinie nie zbudowawszy niczego sensownego. A zatem chociaż staram się słuchać wszystkich, właśnie ja decyduję o tym czyje opinie liczą się tak naprawdę.

Czy miałeś taki moment, kiedy myślałeś o porzuceniu muzyki?

Rok temu zacząłem bardzo marudzić na temat tego jak bardzo marzy mi się zostanie sanitariuszem. Mój wujek oraz szwagierka pracują w tym zawodzie, dzięki czemu mogli opowiedzieć mi wiele historii, szczególnie z czasów pandemii, które wzbudziły we mnie wiele empatii, szczególnie po śmierci babci. Myślałem o tym, ale nie dlatego, bo planowałem porzucenie muzyki jako takiej, ale ze względu na tęsknotę za normalnym życiem, za kontaktem z osobami wrażliwymi właśnie pod tym względem, za stałym harmonogramem oraz stałą pensą... Nigdy nie pracowałem w żadnej innej branży, nie wiem jak to jest i właśnie dlatego nazwaliśmy ten album "El Principe", ponieważ obejmuje on wiele aspektów mojego życia, o których normalnie nie mówię. Rzeczywistość stworzona wokół mojej osoby prezentuje się bardzo fajnie, ale czasami chciałbym odejść od punktu, w którym stawiają mnie ludzie czy branża i poeksperymentować.

Czy masz wrażenie, że twoja przygoda z muzyką rozpoczęła się trochę zbyt wcześnie?

Nie, ponieważ zawsze widziałem to bardzo konkretnie. Najciekawsza anegdotka powiązana z tym właśnie tematem mówi, że mając pięć albo sześć lat byłem na tyle zakręcony na punkcie muzyki, że fantazjowałem o dawaniu koncertów, śpiewaniu oraz graniu dla ludzi, spędzaniu z nimi czasu... Nie obserwowałem tego za pomocą telewizji, podobnie jak wszystkie dzieciaki mojego pokolenia oglądałem raczej "Rugratsy" oraz "Leticia Sabater". Później pojawiła się także świadomość rzeczy powiązanych: masowych koncertów, fanatycznych ludzi obserwujących swoich idoli... Wcześniej nie myślałem o tych czynnikach, ponieważ doświadczałem muzyki jako czegoś bardzo czystego oraz autentycznego.

W którym momencie fantazje przemieniły się w rzeczywistość?

Tak naprawdę to chyba nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, w moim życiu nie doszło bowiem do żadnego poważniejszego przełomu, który mógłbym uznać za taki moment. Być może dobrą odpowiedzią byłoby tu, że na etapie Auryn, czyli wtedy gdy rozpoczęły się napady lęku, nocne ataki, wysypki czy gorączki, które brały się znikąd, aby następnego dnia po prostu zniknąć. Teraz już wiem, że wynikały nie z przeziębienia, ale po prostu z nasilonego lęku. A potem pojawiła się Eurowizja i wszystko to o czym rozmawialiśmy wcześniej (pandemia, śmierć babci oraz ojca, ryzyko rezygnacji z konkursu w tak trudnym dla siebie czasie), dzięki czemu zdałem sobie sprawę, że to wszystko to znacznie więcej niż zwykła gra.


Podczas całej kariery uczestniczyłeś w przedsięwzięciach marek takich jak VeoVeo, Eurojunior czy Auryn... Czy one nadal istnieją?

Tak, ale muszę przyznać, że jestem tym zaskoczony, ponieważ bardzo często nie decydujesz tam sam o sobie, zobligowany oczekiwaniami co do tego jaki właściwie masz być i w jakim miejscu się znajdować, na przykład w odniesieniu do tematyki playlist. Jednak uważam, że to po prostu kwestia percepcji, ponieważ nie czuję się zaszufladkowany, ponieważ pod koniec dnia myślę tylko: "umieść mnie gdzie chcesz, bo sam decyduję o tym co ostatecznie zrobię".

Czy można wreszcie powiedzieć, że ta najnowsza płyta jest w 100% twoja?

Wielokrotnie czułem się tak jakbym był sobą, ale nie pozostajemy osobami takimi jak jeszcze 2 lata czy choćby 6 miesięcy temu, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Czasami frustruje mnie samo myślenie o tym jak bardzo zmieni się moje brzmienie w ciągu najbliższych 5 lat, a jedyne czego jestem pewien to fakt, że nie chciałbym brzmieć tak jak w tej chwili. W dzisiejszych czasach istnieją artyści zaczynający od reggaetonu, później przechodzący na pop, dalej funk, aż nagle udaje im się wylansować zajebistą balladę. Świat uległ zmianom również pod tym względem i chciałbym być tego częścią. Dlatego właśnie tworząc ten album pozwoliłem sobie na eksperymentowanie pomiędzy, pomiędzy popem, z różnymi gatunkami, a co za tym idzie wprowadzenie ich do mojego świata - mówię tu na przykład o rancheras.

Przekazałem wszystko co chciałem i chociaż w wielu przypadkach wiązało się z częstymi negocjacjami, oto jest. Słyszałem nawet porady typu "nie śpiewaj z tą osobą, ponieważ jest dużo starsza", nieważne że trwaliśmy przy sobie już od trzech lat, "lepiej zaśpiewaj z kimś młodszym kto ma tysiące słuchaczy, a podczas koncertów zapełnia stadiony, bo to pozwoli ci dostać się na więcej playlist oraz do audycji radiowych...". Oczywiście każda z tych rzeczy ma swoje znaczenie, ale nastawienie tego typu to duży błąd, ponieważ wymusza je nasza branża. 

Wydawać by się mogło, że współcześnie docieramy do chwili, kiedy ludzie zaczynają rozumieć, że wszelkie współprace powinny brać się z wzajemnego podziwu oraz poczucia talentu. Śpiewanie z kimś kto co prawda ma około 20 lat, ale nie znam żadnej z jego piosenek, nie ma większego sensu, bo nie charakteryzuje się autentyzmem - jest niczym małżeństwo z rozsądku, a te z kolei nie działają. Podczas tworzenia albumu współpracowałem z osobami, które naprawdę lubię, takimi jak Carmen DeLeon, ale chciałbym też współpracować z wieloma innymi, np. z Laurą Pausini, Jessie J, Jesusem Navarro z Reika...


Czy teraz uważasz już za bardziej oczywiste to jakie tak naprawdę jest twoje brzmienie, kim jesteś oraz jaką ścieżką chciałbyś podążać?

Powiedzenie, że wiem jakie tak naprawdę jest moje brzmienie byłoby tu bardzo pretensjonalne, ponieważ w rzeczywistości nie mam zielonego pojęcia i jestem wdzięczny osobom, które mają na tyle odwagi, aby mówić o tym otwarcie. Nie wiem także kim jestem, ale uważam to za najwspanialszą rzecz świata. Podziwiam artystów zdolnych do bycia zupełnie innymi na każdym kolejnym etapie ich życia; przechodzących od popu do rocka albo od flamenco do reggaetonu w niesamowity sposób, ponieważ dzięki temu nie wyróżnia ich sam gatunek jaki wykonują, ale sposób w jaki śpiewają, łącząc się z publicznością.

Kiedy Rosalia wydała "Motomami" wiele osób naskoczyło na nią mówiąc, że nie jest sobą, bo odważyła się zrobić coś zupełnie innego niż wszystko do czego przyzwyczajała nas do pewnego momentu, a mimo wszystko jeśli spojrzeć na dzień dzisiejszy nikt nie wyobraża sobie Rosalii bez "Motomami". Myślę, że nastąpił pewien punkt zwrotny, obejmujący artystów takich jak ona, którzy podjęli ryzyko, porzucili uprzedzenia i powiedzieli: "Będziemy robić co chcemy, a jeśli nam nie wyjdzie, po prostu zostanę nadzorcą". Ale mimo wszystko zamierzam kontynuować robienie rzeczy, których chcę tak naprawdę. 

A jak czujesz się w chwili obecnej?

Myślę, że czuję się pewniej niż kiedykolwiek wcześniej, szczególnie w temacie podejmowania decyzji. Nie patrzę już na to co dobre albo złe, ale na rzeczy, których naprawdę potrzebuję. Czasami czujemy potrzebę, aby po prostu wykrzyczeć je z balkonu, zamiast zwyczajnie przerabiać z terapeutą i myślę, że dokonałem tego za pomocą mojego albumu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Siła spokoju

Praca, praca i jeszcze raz praca

6/10